Wsiadłyśmy do pełnego ludzi autobusu i zajęłyśmy miejsca na początku. Siedziałam przy oknie i myślałam o szkole. Miałam nadzieję, że ten nowy rok szkolny będzie lepszy niż poprzedni. Myślałam też, że spełnię jedno ze swoich marzeń. Koncert One Direction. Siedziałyśmy w milczeniu aż do przyjazdu autobusu na przystanek niedaleko szkoły. Kiedy wchodziłyśmy do szkoły widziałyśmy wiele znajomych ze starej szkoły, wiele nowych twarzy. Skierowałyśmy się prosto pod salę numer 5. Przywitałyśmy się ze znajomymi, po czym zajęłyśmy miejsca w ławce pod ścianą na samym końcu klasy. Nie lubiałyśmy siedzieć na widoku. Kiedy weszła nasza wychowawczyni wszyscy zajęli miejsca w ławkach i wyjęli notesy. Nauczycielka podała nam plan lekcji, poinformowała o zajęciach pozalekcyjnych. Po godzinie siedzenia w klasie, mogliśmy pójść do domu. O dziewiątej nie było żadnych autobusów spod szkoły, więc czy chciałyśmy czy nie, musiałyśmy iść na piechotę. Słońce przygrzewało, było bardzo ciepło. Rozmawiałyśmy o dzisiejszej godzinie w szkole. Jutro pierwszy dzień collegu.
- Cześć Eli. Jak tam w szkole? - spytał tata kiedy weszłam do domu.
- Cześć Tato. Dobrze - odpowiedziałam siadając do stołu.
- Rozmawialiśmy z tatą o twoim collegu - zaczęła mama - i postanowiliśmy, że jeśli chcesz, to możemy wynająć Ci mieszkanie bliżej szkoły. Nie będziesz musiała tak daleko dojeżdżać.
Zamurowało mnie. Moi rodzice sami zaproponowali mi mieszkanie!
- Narazie będzie to okres próbny, zobaczymy czy możemy Ci zaufać - dodał tata.
Rzuciłam się im na szyje.
- Rozmawialiśmy z rodzicami Michelle, możecie razem zamieszkać - zakończyła mama.
- Jesteście cudowni, kocham was!
- Siadaj za chwilę obiad - oznajmiła mama i zawołała Kate.
Ręce mi się trzęsły, nie mogłam jeść. Chciałam jak najszybciej pójść na górę i zadzwonić do Michelle. Kiedy wreszcie skończyłam jeść, pobiegłam do swojego pokoju, zamknęłam drzwi i wzięłam telefon do ręki. Wybrałam numer Michelle.
- Halo? - odezwał się głos w słuchawce.
- Cześć Michelle. Twoi rodzice się zgodzili? Powiedz, że tak - pod koniec nie opanowałam emocji i zaczęłam krzyczeć do słuchawki.
- Chciałabym, zastanawiają się. Ale chyba się zgodzą. Oczywiście obowiązuje okres próbny - roześmiała się.
- U mnie tak samo, okres próbny - też zaczęłam się śmiać.
Usiadłam na łóżku, opierając się o ścianę.
- Nie mogę się już doczekać - rozmarzyłam się.
- Ja też - powiedziała Michelle.
- Idę się pakować, jutro po szkole po ciebie wpadnę i pojedziemy razem - oznajmiłam.
- Ok, pa
Wstałam i podeszłam do szafy, z której wyjęłam moją torbę podróżną. Okres próbny miał trwać 7 dni, więc starałam się pakować tylko najpotrzebniejsze ubrania. Kiedy skończyłam, poszłam do łazienki i wzięłam moje kosmetyki, także pakując je do torby. Po spakowaniu torby, zabrałam się za plecak. Spakowałam książki i przybory do pisania. Otworzyłam Twittera i napisałam: "@TheMichelle, pakuj się. Już nie mogę się doczekać !!! :)". Uśmiechnęłam się do monitora i zamknęłam laptopa. Było już późno, więc wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka.
Następnego dnia, pod szkołę przyjechała po mnie mama i odwiozła mnie do domu. Spakowałam szkolne książki do plecaka, zarzuciłam go na ramię i wzięłąm do ręki torbę. Zeszłam na dół i pożegnałam się mamą i Kate.
- Ufamy Ci - powiedziała mama blado się uśmiechając. Bała się o mnie, ja to wiedziałam.
- Pa mamo, pa Katie - powiedziałam z uśmiechem.
- Nie chcę, żebyś jechała - powiedziała ze smutkiem w głosie Kate i przytuliła się do mnie.
- Będę was odwiedzała, obiecuję - powiedziałam odwzajemniając uścisk.
- Jak dobrze pójdzie, Eli wróci za tydzień - powiedział tata i zaczął się śmiać.
Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do samochodu. Byliśmy już spóźnieni. U Michelle mieliśmy być 4 minuty temu, a zanim dojedziemy minie trochę czasu. Dziwiłam się, że jeszcze Michelle nie dzwoni, ale po chwili dostałam sms-a od niej: "Gdzie jesteście? :(", odpisałam jej: "Już jedziemy, przepraszam za spóźnienie. ;)". Po 5 minutach byliśmy już pod jej domem, gdzie żegnała się ze swoimi rodzicami. Dopiero teraz zobaczyłam, że wyglądało to tak, jakbyśmy wyjeżdżały do innego kraju na rok, niż jak kilkanaście ulic dalej, narazie na tydzień. Kiedy wkońcu wsiadła do samochodu, nie mogłam usiedzieć na miejscu, ciągle się wierciłam. Gdy dojechaliśmy na miejsce, dostałam ataku śmiechu. Pożegnałyśmy się z moim tatem i wzięłyśmy od niego kluczyki do mieszkania. Wyjęłyśmy torby z bagażnika i poszłyśmy na górę. Nasze mieszkanie było na 3 piętrze, trochę musiałyśmy się nadźwigać. Otworzyłyśmy drzwi i nas zamurowało. Na przeciwko wejścia był salon, nowoczesny, duży salon. Zaraz obok - kuchnia. Także nowoczesna, razem z jadalnią. Były także trzy łazienki i trzy duże sypialnie. Wszystko pod kolor, to mieszkanie było cudowne. Rozpakowałyśmy się w swoich pokojach. Ja zajęłam pokój z balkonem. Miałam duże, podwójne łóżko, dużą szafę, biurko i dwie półki. Na balkonie stał stolik z krzesłami. W pokoju Michelle nie było balkonu, za to miała toaletkę zamiast biurka i małą kanapę.
- I jak Ci się podoba? - spytała Michelle, kiedy się już spakowałyśmy i siadłyśmy w salonie oglądając telewizję.
- Jest świetnie! Rodzice się postarali - odpowiedziałam.
Kiedy zobaczyłam mieszkanie, wiedziałam, że to nie jest do końca blok. Mogło też uchodzić za apartament. "Jak to brzmi" - pomyślałam. "NASZ apartament" - uśmiechnęłam się na tę myśl. Włączyłyśmy telewizję. Leciał jakiś serial, którego nie znałyśmy. Oglądanie przerwał nam dzwonek do drzwi.
___________________________________________________
naszła mnie wena i pisałam ten rozdział 2 dni. całkiem długi mi wyszedł :D
niedługo pojawi się One Direction.
komentujcie. ♥
niedziela, 8 kwietnia 2012
piątek, 6 kwietnia 2012
Rozdział 3
Siedziałam przy stole, czekając na Michelle i jadłam frytki popijając je colą. Patrzyłam się na przechodzących ludzi. Większość to nastolatkowie, niosący siatki pełne książek. Zanim się spostrzegłam, Michelle wróciła do stolika z nuggetsami i colą.
- Jesteś zła? - spytała lekko zaniepokojona.
- Trochę - pociągnęłam nosem.
- Nie martw się. Nie pojadę na ten koncert. Dla ciebie - pocieszała mnie Mich.
- Pojedziesz. Nie możesz z mojego powodu nie pojechać na koncert One Direction - miałam łzy w oczach. Bardzo zależało mi na spotkaniu z nimi.
- Ale nie pojadę. Przyjaźnimy się, czy nie? - spytała Michelle.
Kiwnęłam głową i zabrałyśmy się do jedzenia. Kiedy skończyłyśmy jeść, powoli zbliżałyśmy się do wyjścia rozmawiając o wszystkim i o niczym. Skierowałyśmy się w stronę przystanku autobusowego. Szłyśmy chodnikiem, mijając mnóstwo sklepów, kolorowych wystaw, barów... Na każdym słupie ogłoszeniowym wisiała informacja o koncercie One Direction. Za każdym razem miałam łzy w oczach. Wakacje się jeszcze nie skończyły, a święta będą dopiero za 4 miesiące. Może wtedy uda mi się ich spotkać. Szanse, że ich spotkam były zerowe, ale warto mieć nadzieję. Szłyśmy w milczeniu. Nawet nie zauważyłam kiedy doszłyśmy na miejsce, czyli na przystanek. Spojrzałyśmy na rozpiskę. Następny autobus był o 16.23, czyli za półtorej godziny.
- To ja już wolę wracać na piechotę - skomentowała rozpiskę Michelle.
Postanowiłyśmy, że w drodze powrotnej wstąpimy do Milkshake City. Po 10 minutach drogi, weszłyśmy do środka. Mój wzrok natychmiast powędrował za ladę. Z zaplecza wystawała blond główka. "Nie, to nie może być on" - pomyślałam. Nagle usłyszałam czyjś krzyk. To było coś w stylu "Leave my carrots!". Serce zaczęło mi bić jak szalone, ale porównując wcześniejszą sytuację w centrum, uznałam, że nie ma się czym przejmować i stanęłam w kolejce za Michelle. Zamówiłyśmy . Usiadłyśmy przy stoliku, częściowo dlatego, że byłyśmy zmęczone, a częściowo, że zaczął padać deszcz.
- Może lepiej będzie, jak zadzwonię po mamę? - zaproponowałam.
- Jeśli możesz - odpowiedziała nieśmiało Michelle.
Po chwili siedziałyśmy już w samochodzie. Krople deszczu spływały po szybie. Ludzie chodzili po chodniku z parasolkami. Ulice były mokre od deszczu.
Weszłyśmy do domu, odwożąc przy okazji Michelle. Weszłam po schodach do mojego pokoju i włączyłam laptopa wchodząc na Twittera. Przeczytałam posty chłopaków i zaczęłam szlochać. "Jaka ja jestem beznadziejna" - myślałam. Na Twitterze Niall zamieścił zdjęcie Louisa z marchewkami, z podpisem "Leave my carrots! Milkshake City (:". Dodał to DZISIAJ, byli tam tej samej godziny co ja i Michelle! "Jaka ja jestem beznadziejna" - pomyślałam, rzucając się na łóżko. Napisałam SMS-a do Michelle, informując o wpisie Nialla. Nie odpisała. Wrzuciłam mokre rzeczy do prania, ustawiłam na półkę książki i weszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Moja twarz była spuchnięta od płaczu. Moje długie, brąz włosy, były potargane. Doprowadziłam się do ładu rozczesując je i przebrałam się w luźne dresy i koszulkę z flagą Wielkiej Brytanii. Usiadłam na łóżko i wzięłam gitarę do ręki. Brzdąkałam na niej dobre 15 minut, myśląc o mojej beznadziejnej sytuacji. Odłożyłam gitarę i wzięłam na kolana laptopa. Włączyłam po raz drugi Twittera, spamowałam chłopakom, śląc im wiadomości typu "I love you, please follow me. xx". W końcu mi się to znudziło i zeszłam na dół w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Zrobiłam sobie parę kanapek. Potem wzięłam szybki prysznic i położyłam się spać. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Byłam bardzo zmęczona, więc szybko zasnęłam.
Następnego dnia, obudziłam się o 7.00. Zerwałam się z łóżka i przebrałam w dżinsy, szary sweterek, białą bluzkę i czarne balerinki. Spakowałam do torebki telefon i notes. Zjadłam na śniadanie kanapki, umyłam zęby, uczesałam się i wyszłam z domu o 7.30. Miałam autobus o 7.45. Nie miałam co się spieszyć, miałam piętnaście minut. Szłam ze słuchawkami w uszach, słuchając More than this. Doszłam do przystanku, gdzie siedziała już Michelle.
- Cześć - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej.
- Hej Ellen - odpowiedziała mi na przywitanie. - Jak się czujesz?
- Fatalnie. Dalej przeżywam wczorajszy dzień - odpowiedziałam z nutką smutku w głosie.
- Aha. O to chodzi. Rzeczywiście, miałyśmy pecha.
Milczałyśmy aż do przyjazdu autobusu.
___________________________________________________
w rozdziale 2 wyrzucone zdani: "Powinni być w Ameryce, może krótki urlop w Londynie", ponieważ tak mi będzie łatwiej pisać ; D
brak weny, ale rozdział jest. niezbyt mi się podoba :/
- Jesteś zła? - spytała lekko zaniepokojona.
- Trochę - pociągnęłam nosem.
- Nie martw się. Nie pojadę na ten koncert. Dla ciebie - pocieszała mnie Mich.
- Pojedziesz. Nie możesz z mojego powodu nie pojechać na koncert One Direction - miałam łzy w oczach. Bardzo zależało mi na spotkaniu z nimi.
- Ale nie pojadę. Przyjaźnimy się, czy nie? - spytała Michelle.
Kiwnęłam głową i zabrałyśmy się do jedzenia. Kiedy skończyłyśmy jeść, powoli zbliżałyśmy się do wyjścia rozmawiając o wszystkim i o niczym. Skierowałyśmy się w stronę przystanku autobusowego. Szłyśmy chodnikiem, mijając mnóstwo sklepów, kolorowych wystaw, barów... Na każdym słupie ogłoszeniowym wisiała informacja o koncercie One Direction. Za każdym razem miałam łzy w oczach. Wakacje się jeszcze nie skończyły, a święta będą dopiero za 4 miesiące. Może wtedy uda mi się ich spotkać. Szanse, że ich spotkam były zerowe, ale warto mieć nadzieję. Szłyśmy w milczeniu. Nawet nie zauważyłam kiedy doszłyśmy na miejsce, czyli na przystanek. Spojrzałyśmy na rozpiskę. Następny autobus był o 16.23, czyli za półtorej godziny.
- To ja już wolę wracać na piechotę - skomentowała rozpiskę Michelle.
Postanowiłyśmy, że w drodze powrotnej wstąpimy do Milkshake City. Po 10 minutach drogi, weszłyśmy do środka. Mój wzrok natychmiast powędrował za ladę. Z zaplecza wystawała blond główka. "Nie, to nie może być on" - pomyślałam. Nagle usłyszałam czyjś krzyk. To było coś w stylu "Leave my carrots!". Serce zaczęło mi bić jak szalone, ale porównując wcześniejszą sytuację w centrum, uznałam, że nie ma się czym przejmować i stanęłam w kolejce za Michelle. Zamówiłyśmy . Usiadłyśmy przy stoliku, częściowo dlatego, że byłyśmy zmęczone, a częściowo, że zaczął padać deszcz.
- Może lepiej będzie, jak zadzwonię po mamę? - zaproponowałam.
- Jeśli możesz - odpowiedziała nieśmiało Michelle.
Po chwili siedziałyśmy już w samochodzie. Krople deszczu spływały po szybie. Ludzie chodzili po chodniku z parasolkami. Ulice były mokre od deszczu.
Weszłyśmy do domu, odwożąc przy okazji Michelle. Weszłam po schodach do mojego pokoju i włączyłam laptopa wchodząc na Twittera. Przeczytałam posty chłopaków i zaczęłam szlochać. "Jaka ja jestem beznadziejna" - myślałam. Na Twitterze Niall zamieścił zdjęcie Louisa z marchewkami, z podpisem "Leave my carrots! Milkshake City (:". Dodał to DZISIAJ, byli tam tej samej godziny co ja i Michelle! "Jaka ja jestem beznadziejna" - pomyślałam, rzucając się na łóżko. Napisałam SMS-a do Michelle, informując o wpisie Nialla. Nie odpisała. Wrzuciłam mokre rzeczy do prania, ustawiłam na półkę książki i weszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Moja twarz była spuchnięta od płaczu. Moje długie, brąz włosy, były potargane. Doprowadziłam się do ładu rozczesując je i przebrałam się w luźne dresy i koszulkę z flagą Wielkiej Brytanii. Usiadłam na łóżko i wzięłam gitarę do ręki. Brzdąkałam na niej dobre 15 minut, myśląc o mojej beznadziejnej sytuacji. Odłożyłam gitarę i wzięłam na kolana laptopa. Włączyłam po raz drugi Twittera, spamowałam chłopakom, śląc im wiadomości typu "I love you, please follow me. xx". W końcu mi się to znudziło i zeszłam na dół w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Zrobiłam sobie parę kanapek. Potem wzięłam szybki prysznic i położyłam się spać. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Byłam bardzo zmęczona, więc szybko zasnęłam.
Następnego dnia, obudziłam się o 7.00. Zerwałam się z łóżka i przebrałam w dżinsy, szary sweterek, białą bluzkę i czarne balerinki. Spakowałam do torebki telefon i notes. Zjadłam na śniadanie kanapki, umyłam zęby, uczesałam się i wyszłam z domu o 7.30. Miałam autobus o 7.45. Nie miałam co się spieszyć, miałam piętnaście minut. Szłam ze słuchawkami w uszach, słuchając More than this. Doszłam do przystanku, gdzie siedziała już Michelle.
- Cześć - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej.
- Hej Ellen - odpowiedziała mi na przywitanie. - Jak się czujesz?
- Fatalnie. Dalej przeżywam wczorajszy dzień - odpowiedziałam z nutką smutku w głosie.
- Aha. O to chodzi. Rzeczywiście, miałyśmy pecha.
Milczałyśmy aż do przyjazdu autobusu.
___________________________________________________
w rozdziale 2 wyrzucone zdani: "Powinni być w Ameryce, może krótki urlop w Londynie", ponieważ tak mi będzie łatwiej pisać ; D
brak weny, ale rozdział jest. niezbyt mi się podoba :/
niedziela, 1 kwietnia 2012
Rozdział 2
Jechałyśmy około 15 minut. Kate siedziała i śpiewała jakieś piosenki po angielsku a ja cały czas myślałam o tych cholernych biletach... Przestałam dopiero wtedy, kiedy zaparkowałyśmy pod centrum a mama powiedziała:
- Ellen, dam Ci pieniądze, kupisz co trzeba, a ja i Kate pójdziemy razem. Ile czasu Ci trzeba?
- Wrócę autobusem - odpowiedziałam.
Mama dała mi pieniądze i wysiadłam z samochodu. Zostawiłam mamę i Kate same i poszłam do środka. Skierowałam się do pierwszego lepszego sklepu. Chciałam przestać myśleć o bilecie. Jedyną moją nadzieją było to, że może jakiś bilet się zwolni. Chodziłam między wieszakami oglądając wiszące na nich rzeczy. Nic mi się nie podobało. Wyszłam ze sklepu i skierowałam się do sklepu, w którym miałam kupić książki. Byłam w połowie drogi i mnie zatkało. 5 chłopców, jeden z nich ubrany w czerwone spodnie i bluzkę w paski, drugi fryzura "na Biebera", trzeci z nich miał loczki, następny czarne włosy, no i blondyn. Po drugiej stronie sklepu w którym byłam JA!! Myślałam, że zemdleję. Nie mogłam tak stać i się patrzeć, zaczęłam za nimi biec. Wchodzili właśnie do jakiegoś sklepu z elektroniką. Popychałam ludzi, wytrącałam im kubki z piciem, biegłam najszybciej jak mogłam, ale ten tłum mnie spowalniał. Zresztą nie tylko tłum. Byłam w połowie drogi, na środku była wielka fontanna, dookoła tłumy, nie było szans, żebym się przedostała z tą siatką pełną książek. Musiałam szybko podjąć decyzję. Albo biegnę przez tłum, chociaż to nie wykonalne. Albo przez fontannę. Nie miałam ochoty przeciskać się przez tych wszystkich ludzi, więc wybrałam szybko fontannę. Zdjęłam buty i wrzuciłam je do siatki z książkami. Podniosłam ręce do góry i weszłam do fontanny. Woda była ciepła, więc nie było aż tak źle. Próbowałam biec. Woda sięgała mi prawie do kolan, więc nie było to takie łatwe. Ludzie patrzyli się na mnie jak na wariatkę, wyobrażam sobie jak to musiało wyglądać. Spojrzałam na sklep, do którego wcześniej wchodzili chłopcy. Miałam jeszcze czas bo dopiero byli w połowie drogi do wyjścia. Byli odwróceni więc nie widziałam zbyt dokładnie ich twarzy. Tylko Niall... Jakoś nie wyglądał jak Niall Horan. Byłam już na końcu fontanny a oni właśnie wychodzili ze sklepu. Wyszłam i zaczęłam biec w ich kierunku. W połowie drogi do nich potknęłam się i wywróciłam. Książki wypadły mi z siatki. Leżałam cała mokra, a dookoła mnie książki przed moimi idolami. Na dodatek nie mam biletu na ich koncert. Nikt nie zwrócił na mnie zbytnio uwagi. Dopiero kiedy "Niall" popatrzył się w moją stronę, pokazał na mnie palcem, powiedział coś do reszty i podeszli do mnie. Czułam jak moje serce bije coraz szybciej. Podniosłam się powoli i zamurowało mnie. To NIE BYLI CHŁOPCY Z ONE DIRECTION!! To byli bardzo podobnie ubrani i uczesani chłopcy nie wiem skąd. Pomogli pozbierać mi książki. Podróbka Louisa, spytała mnie po angielsku:
- Czemu jesteś cała mokra?
- Dużo by opowiadać - odpowiedziałam także po angielsku i podziękowałam im za pomoc - Dzięki, że pomogliście pozbierać mi książki.
Spojrzałam na każdego po kolei. Chociaż wiedziałam, że to nie jest prawdziwe One Direction, serce nie przestawało bić mi tak szybko. Byli tacy podobni.
- Ja muszę już iść - powiedziałam i pomachałam oddalając się od nich.
- Do zobaczenia - odpowiedział "Louis".
Spojrzałam w ich stronę. Odeszli śmiejąc się. Weszłam do sklepu z ubraniam "For You" i znalazłam dla siebie jakieś ubrania. Zapłaciłam za nie i poszłam do przymierzalni się przebrać. Mokre ubrania wrzuciłam do siatki. Mama się zdziwi jak mnie tak zobaczy, ale przecież nie będę chodzić mokra przez pół dnia. Pochodziłam jeszcze po sklepach i zadzwoniła do mnie mama.
- My już jedziemy do domu, poczekać na ciebie? - rozległ się głos mamy w słuchawce.
- Nie, wrócę autobusem - odpowiedziałam i rozłączyłam się.
Usiadłam przy stoliku w McDonaldzie i zamówiłam colę, burgera i frytki. Zauważyła mnie moja przyjaciółka, Michelle i pomachała do mnie. Odmachałam a po chwili już koło mnie siedziała.
- Cześć Michelle - powiedziałam bez entuzjazmu.
- Masz już te bilety? - spytała Michelle.
Łzy zaczęły ciec mi po twarzy.
- Nie dołuj mnie - odpowiedziałam.
- Co jest?
- Nie, nie mam tych biletów. Komputer zaciął się wtedy, kiedy byłam w trakcie kupowania. Na dodatek dzisiaj kąpałam się w fontannie bo zobaczyłam podróbki One Direction w sklepie elekronicznym. Kiedy byłam w połowie drogi do nich, potknęłam się i leżałam na ziemie, a wokół mnie książki. Podeszli do mnie i okazało się, że to nie oni! Najgorszy dzień mojego życia! - opowiedziałam jej wszystko.
- To Ci współczuję - odpowiedziała.
- Aha, dzięki. - odpowiedziałam.
- No przepraszam cię bardzo - Michelle zaczęła się śmiać.
- Co w tym śmiesznego? - odpowiedziałam załamującym się głosem.
- Przepraszam - odpowiedziała Michelle. - Pozwól, że pójdę coś sobie zamówić - powiedziała Michelle i odeszła od stolika.
- Ellen, dam Ci pieniądze, kupisz co trzeba, a ja i Kate pójdziemy razem. Ile czasu Ci trzeba?
- Wrócę autobusem - odpowiedziałam.
Mama dała mi pieniądze i wysiadłam z samochodu. Zostawiłam mamę i Kate same i poszłam do środka. Skierowałam się do pierwszego lepszego sklepu. Chciałam przestać myśleć o bilecie. Jedyną moją nadzieją było to, że może jakiś bilet się zwolni. Chodziłam między wieszakami oglądając wiszące na nich rzeczy. Nic mi się nie podobało. Wyszłam ze sklepu i skierowałam się do sklepu, w którym miałam kupić książki. Byłam w połowie drogi i mnie zatkało. 5 chłopców, jeden z nich ubrany w czerwone spodnie i bluzkę w paski, drugi fryzura "na Biebera", trzeci z nich miał loczki, następny czarne włosy, no i blondyn. Po drugiej stronie sklepu w którym byłam JA!! Myślałam, że zemdleję. Nie mogłam tak stać i się patrzeć, zaczęłam za nimi biec. Wchodzili właśnie do jakiegoś sklepu z elektroniką. Popychałam ludzi, wytrącałam im kubki z piciem, biegłam najszybciej jak mogłam, ale ten tłum mnie spowalniał. Zresztą nie tylko tłum. Byłam w połowie drogi, na środku była wielka fontanna, dookoła tłumy, nie było szans, żebym się przedostała z tą siatką pełną książek. Musiałam szybko podjąć decyzję. Albo biegnę przez tłum, chociaż to nie wykonalne. Albo przez fontannę. Nie miałam ochoty przeciskać się przez tych wszystkich ludzi, więc wybrałam szybko fontannę. Zdjęłam buty i wrzuciłam je do siatki z książkami. Podniosłam ręce do góry i weszłam do fontanny. Woda była ciepła, więc nie było aż tak źle. Próbowałam biec. Woda sięgała mi prawie do kolan, więc nie było to takie łatwe. Ludzie patrzyli się na mnie jak na wariatkę, wyobrażam sobie jak to musiało wyglądać. Spojrzałam na sklep, do którego wcześniej wchodzili chłopcy. Miałam jeszcze czas bo dopiero byli w połowie drogi do wyjścia. Byli odwróceni więc nie widziałam zbyt dokładnie ich twarzy. Tylko Niall... Jakoś nie wyglądał jak Niall Horan. Byłam już na końcu fontanny a oni właśnie wychodzili ze sklepu. Wyszłam i zaczęłam biec w ich kierunku. W połowie drogi do nich potknęłam się i wywróciłam. Książki wypadły mi z siatki. Leżałam cała mokra, a dookoła mnie książki przed moimi idolami. Na dodatek nie mam biletu na ich koncert. Nikt nie zwrócił na mnie zbytnio uwagi. Dopiero kiedy "Niall" popatrzył się w moją stronę, pokazał na mnie palcem, powiedział coś do reszty i podeszli do mnie. Czułam jak moje serce bije coraz szybciej. Podniosłam się powoli i zamurowało mnie. To NIE BYLI CHŁOPCY Z ONE DIRECTION!! To byli bardzo podobnie ubrani i uczesani chłopcy nie wiem skąd. Pomogli pozbierać mi książki. Podróbka Louisa, spytała mnie po angielsku:
- Czemu jesteś cała mokra?
- Dużo by opowiadać - odpowiedziałam także po angielsku i podziękowałam im za pomoc - Dzięki, że pomogliście pozbierać mi książki.
Spojrzałam na każdego po kolei. Chociaż wiedziałam, że to nie jest prawdziwe One Direction, serce nie przestawało bić mi tak szybko. Byli tacy podobni.
- Ja muszę już iść - powiedziałam i pomachałam oddalając się od nich.
- Do zobaczenia - odpowiedział "Louis".
Spojrzałam w ich stronę. Odeszli śmiejąc się. Weszłam do sklepu z ubraniam "For You" i znalazłam dla siebie jakieś ubrania. Zapłaciłam za nie i poszłam do przymierzalni się przebrać. Mokre ubrania wrzuciłam do siatki. Mama się zdziwi jak mnie tak zobaczy, ale przecież nie będę chodzić mokra przez pół dnia. Pochodziłam jeszcze po sklepach i zadzwoniła do mnie mama.
- My już jedziemy do domu, poczekać na ciebie? - rozległ się głos mamy w słuchawce.
- Nie, wrócę autobusem - odpowiedziałam i rozłączyłam się.
Usiadłam przy stoliku w McDonaldzie i zamówiłam colę, burgera i frytki. Zauważyła mnie moja przyjaciółka, Michelle i pomachała do mnie. Odmachałam a po chwili już koło mnie siedziała.
- Cześć Michelle - powiedziałam bez entuzjazmu.
- Masz już te bilety? - spytała Michelle.
Łzy zaczęły ciec mi po twarzy.
- Nie dołuj mnie - odpowiedziałam.
- Co jest?
- Nie, nie mam tych biletów. Komputer zaciął się wtedy, kiedy byłam w trakcie kupowania. Na dodatek dzisiaj kąpałam się w fontannie bo zobaczyłam podróbki One Direction w sklepie elekronicznym. Kiedy byłam w połowie drogi do nich, potknęłam się i leżałam na ziemie, a wokół mnie książki. Podeszli do mnie i okazało się, że to nie oni! Najgorszy dzień mojego życia! - opowiedziałam jej wszystko.
- To Ci współczuję - odpowiedziała.
- Aha, dzięki. - odpowiedziałam.
- No przepraszam cię bardzo - Michelle zaczęła się śmiać.
- Co w tym śmiesznego? - odpowiedziałam załamującym się głosem.
- Przepraszam - odpowiedziała Michelle. - Pozwól, że pójdę coś sobie zamówić - powiedziała Michelle i odeszła od stolika.
Subskrybuj:
Posty (Atom)